www.campersystem.pl << Kolumny do dystrybucji prądu i wody dla kamperów. Infrastruktura dla kamper parków >> www.campersystem.pl


_alienHome_alienHome
_alienHome_alienHome






Tarifa all board trip


To już chyba stało się tradycją że nowy rok spędzamy poza Polską, z naciskiem na opcje w klapkach :) Na wyprawę zdecydowaliśmy się na dwa dni przed wigilią i 25 rano zapakowanym SieplywoBusem przekroczyliśmy niewidzialną granicę Polski. Na pierwszym zjeździe z autostrady przywitali nas niemieccy celnicy, który muszą coś robić i z przyjemnością zajrzą do dwóch pędzących bus’ów (bo w drugim busie jechał Żuk), w pierwszy dzień świąt.

Na Tarife dojechaliśmy 27 rano, na miejscu była już ekipa Grubasów (Magda z Andrzejem). Sprawnie przejęliśmy klucze do apartameny i popędziliśmy na Playa Chica popływać. Warunki były na 4.2, tylko tyle że to miejsce charakteryzuje się bardzo nierównym wiatrem. Przychodziły kopy, kiedy wyrywało żagiel i były momenty kiedy stało się bez ślizgu. Ogólnie mało fajny bo ledwie się rozpędziłęm i trzeba zawracać bo wielka skała sterczy. Natomiast błąd podczas jazdy z falą może łączyć się ze spotkaniem z kamulcami. Mimo tego pływanie 27 grudnia bez butów, na 4.2 rajcuje w każdych warunach.

28 grudzień to kolejny dzień na Playa Chica i moje urodziny. Jednocześnie tego dnia zaczęły się zawody Tarifa Windsurfing Festiwal, organizowane przez szczecińskiego zioma Marcina Ratajczaka, który od czterech lat wisi z Pauliną na Tarifa. Na wodę zeszliśmy dopiero jak chłopaki skończyli z freestylem. Na 5.0 miałem trochę mało. Wyhalsowałem się powyżej jednostki wojskowej i wypłynąłem z zatoczki na pełne morze (Śródziemne). W tym momencie wiatr siadł, fal która szła z zachodu odbijała się od skały i w miejsce gdzie się znajdowałem miałem fale z lewej i prawej wypiętrzającej się. Niezły roller coster, wiatru za mało na ślizg więc tak sobie spławikowałem próbując wrócić do zatoczki, ale szanse były marne bo skały stały mi na drodze, dodatkowo z portu odezwał się wychodzący prom do Tangeru. To był znak do spierdolki. Bo jak bym jeszcze wpadł na jego falę to było by słabo. Obrałem plan awaryjny opłynąć wysepkę, na której jest baza wojskowa, do około. Pierwszy etap z wiatrem był fajny ale później nadszedł czas na odcinek specjalny czyli miejsce gdzie wysepka zasłania wiatr. Zajęło mi jakąś godzinę aby wrócić do brzegu z drugiej strony (od strony Atlantyku). Wieczorem dostałem tort urodzinowy z krewetek :)

Kolejne dni to bezwietrze i surfing w El Palmar. W sumie byliśmy tam codziennie, za wyjątkiem jednego dnia kiedy udaliśmy się na turismo i dobre jedzenie w Bolonii.

2 stycznia przyszedł Armagedon na Tarife. Front, który obserwowaliśmy od kilku dni dotarł do nas i przyładował. Rano wyszedłem na 3.7 na Baleario (po drugiej stronie Playa Chica), przy totalnym on-shore była lekka rzeźnia. Szczególnie że aura na dworze nie była zbyt sprzyjająca - mega deszcze. Po godzinie stwierdziłem że koniec tej nie równej walki i zawijka. Po południu wiatr lekko skręcił na side-on-shore. Zwodowaliśmy się na Arte Vida koło Campingu Tarifa, gdzie warunki były na 5.0 i falka taka sobie.

Następny dzień to mega ulewa, która lekko nawet wdarła się do naszego apartamentu, w mieście studzienki wywaliło - Panta rhei. Do 15:00 kiblowaliśmy na pobliskiej kafejce, gdzie był Internet, było ciepło i dawali jeść. Po południu Gruby z Magdą zawinęli się do Polski, bo włączyło im się jakieś nieznane ciśnienie – Gruby stracił najlepsze pływanie tego wyjazdu. Jak tylko deszcz się uspokoił to ruszyliśmy na Art Vida, gdzie warunki były ponownie na 5.0 tylko w końcu side-shore. Falka była lepsza, równa myślę że logo-high, naprawdę przyjemna. W trakcie pływania przywiało mocniej więc 4.7 było by idealne, ale nie chciało mi się już przetaklowywać. Szczególnie że po 1,5h pływania przyszedł opad, który zabrał cały wiatr już do końca dnia.

4 stycznia to powrót słońca i super fale do surfingu. Tego dnia do Polski uciekł Żuk i zostaliśmy tylko z Krakusem. Około 14:00 zalogowaliśmy się na Punta Paloma, na super falkach. Czyste sety po których można było jechać i jechać. Wydaje mi się że zaliczyłem tego dnia najdłuższe i najlepsze jazdy na surfingu.

Koło 18:00 wystartowaliśmy we trójkę z Marcinem i Sową w kierunku Sierra Nevady. Koło 22:00 zalogowaliśmy się w hoteliku na 1500m i rano o 8:00 byliśmy na śniadaniu aby wykorzystać górkę na maxa, jako że w planie był tylko jeden dzień na stoku.

Na stoku powitała nas, żebym nie skłamał, lekko 500m kolejki do gondolki. Na szczęście Hiszpanie nie znają opcji wbitka w kolejkę więc poszło nam sprawnie. Mimo weekendu i ataku turystów, na metr świeżego puchu, który spadł z tego frontu na którym pływaliśmy dwa dni wcześniej w Tarifie, nie było większego problemu z kolejkami do wyciągów.

Najeździliśmy się Fast, wszystkie trasy sprawdziliśmy. Sowa aka Jagna skosztowała freeride’u w puchu poza trasą i oszalał :) no trzeba przyznać że po raz pierwszy dotrzymywała mi tempa :)

O 17:00 wpakowliśmy się w bus’a i pocisnęliśmy w kierunku polski. Nockę spędziliśmy na parkingu jakieś 200km przed Barcelonom. Rano powitała nas miła temperatura i słońce, ruszyliśmy dalej. Po drodze wpadliśmy na mega wiatr, który mało nas z trasy nie wywalił. Zjechałem do pierwszej miejscowości, nad wodą waliło 8-10B od brzegu. Myślę że na 3.7 mógłbym mieć za dużo :), było bardzo nierówno.

Ruszyliśmy dalej ale już za Barcelonom, promienie słońca rozleniwiły nas i odbiliśmy na Costa Brave na chill out. Dopiero wieczorem ruszyliśmy w konkretną podróż powrotną i pozostałe 2000km zrobiliśmy na raz zmieniając się za kółkiem. Oczywiście nie udało by się nam dojechać gdyby nie twardy sen Sowy, ona wiec o co chodzi, a w się domyślcie :)

W sumie wykręciliśmy 7200km, zaliczyliśmy windsurfing, surfing i snowboard - super wyprawa.

W czasie jak myśmy katowali na Tarifie to reszta ekipa była rozsiana po różnych zakątkach Europy:


12 stycznia '08










































































































































































Autor zdjęć - Marcin Krakowiak, Andrzej Lewandowski, Żuk, Sowa, Bogo







13 stycznia 2008 (12:44:39) - bart (amdsiergiejewicz at wp dot pl), napisał/a :
Max wypas jak zawsze wiatr, śnieg, pogoda to sie nazywają extremalne świeta . Pozdrawiam


13 stycznia 2008 (19:42:26) - Metys, napisał/a :
Dobre foty, no i niezły przekrój wrażeń. A mówią, że Polacy mają dobrze - morze i góry jednocześnie... Nad morzem jednak grubo kosi, a w górach zero śniegu;) Ot Polska przewrotność:)))


14 stycznia 2008 (08:00:47) - Carlos (Carlos at terespol dot eg), napisał/a :
Mowia tez, ze wszyscy Polacy to jedna rodzina, a jednak nie kazdy jest podobny do Olisadebe.... :-))


14 stycznia 2008 (09:48:32) - Michal - kaczor (windsurfer at o2 dot pl), napisał/a :
No pieknie, tylko pozazdroscic. tak rozpoczety rok napewno bedzie udany:)


16 stycznia 2008 (01:06:38) - Mrówa, napisał/a :
Nie ma to jak zamienić tłuste mięsiwo biesiadnicze i wódę na krewety melony soczyste cytryny aromatyczny czosnek, rum i chocoloco;-))) aż chce się żyć


24 stycznia 2008 (11:30:10) - żuk, napisał/a :
http://pl.youtube.com/watch?v=-ZDdp5AhSCw
:)))


28 stycznia 2008 (17:45:06) - Baks (baks_1973 at o2 dot pl), napisał/a :
Bogo jesteś boski .....


28 stycznia 2008 (17:52:23) - Baks (baks_1973 at o2 dot pl), napisał/a :
MAGDA TYLKO TROCHĘ ......





_wsteczKrok_start_doG�ry_kontakt


www.campersystem.pl << Kolumny do dystrybucji prądu i wody dla kamperów. Infrastruktura dla kamper parków >> www.campersystem.pl