www.campersystem.pl << Kolumny do dystrybucji prądu i wody dla kamperów. Infrastruktura dla kamper parków >> www.campersystem.pl


_alienHome_alienHome
_alienHome_alienHome
Dzień pierwszy. Ze Szczecina wystartowaliśmy o 2:00 w nocy 25 grudnia w sześcioosobowym składzie - Karol, Hania, Piłka z Agnieszką i Ja z Sową. O 6:00 siedzieliśmy w samolocie na Lanzarote. Już na lotnisku w Berlinie odrzuciłem buty na korzyść klapek. Około 12:00 dobiliśmy do hotelu. Na lotnisku pobraliśmy dwie rakiety ze stajni Daewoo - Red Racing Lanos oraz White Bullet Matiz. Nasza noclegownia znajdowała się w Costa Teguise na południu wyspy - hotel El Trebol. Wszystkie spoty surfingowe są na północy, gdzie też nie tracąc czasu ruszyliśmy zaraz po zalogowaniu w hotelu.

Dysponowaliśmy lekko słabą mapą, z pomocą której skutecznie zabłądziliśmy i zamiast wylądować na Playa de Famara wypluło nas na północno-wschodnim czubku wyspy. Na szczęście nie ma tego złego i szybkim ruchem zaatakowaliśmy wschodni brzeg z kilkoma spotami. Do wody zeszliśmy na Playa de La Ganita, obok miasteczka Arrieta. Mimo kamienistej plaży na dnie był piaseczek i żadnych ukrytych niespodzianek. Falka dochodziła do metra więc była idealna na pierwszy surf po miesięcznej przerwie (dla Karola i Piłeczki była to nawet dłuższa przerwa). Temperatura wody była tak wyborna jak w Czarnocinie w lipcu więc słowo 'zimno' nie funkcjonuje na tej wyspie wcale.

Drugi dzionek. Pochmurny dzień z przelotnymi opadami deszczu. Na północy wyspy znajdują się dwa miasta Famara i La Santa, pomiędzy którymi rozciągają się najciekawsze spoty Lanzaroty. Drugiego dnia udało nam się dobić do Famar'y. Spot na którym osiedliśmy to La Caleta de Famara z piaszczystą plażą. Złapaliśmy kilka naprawdę fajnych falek, trzeba było na nie trochę czekać, ale jak przyszły to było wesoło. Po pięciu godzinach na wodzie wykonaliśmy odwrót do hotelu.

Trzeci słoneczny dzień. Piłka z Agnieszką i Karolem ruszyli na nura. Ja pojechałem podebrać z lotniska Kubę z Ania i o 13:00 dobiliśmy z Hanią i Suffką na ten sam spot co dnia poprzedniego. Tym razem fale były dużo większe, świeciło słońce oraz dowaliło trochę ludzi. Na początku wbiliśmy się na wschodnią plażę Playa de Famara, gdzie nie było takiego tłumu, za to były mega fale. Po kilkunastu minutach obserwacji wykonaliśmy odwrót na plaże obok, gdzie fala była rzadsza, równiejsza tym samym łatwiejsza. Bo to co działo się na pierwszym spocie przerastało moje umiejętności, a dodatkowo miałem za dużą deskę na ten młyn.

Na spocie obok trzeba było wyjść za tzw. przybój (który dawał w kość) gdzie spokojnie można było czekać na konkretne fale. A fale były naprawdę wyborne, od czasu do czasu przychodziły lochy przed którymi można było tylko uciekać. Był to dzień w którym zaliczyłem jazdy życia. Jak również zaznałem wybornego uczucia lotu z fali. Zjechałem w dół fali tam się zawinąłem i ruszyłem ku jej szczytowi skąd wyleciałem jak z wyrzutni - mega faza.

Później na spot dobiły nurki. Pan Piłka zapodał nowego bodyboard'a - większy (44) od mojego (41) ale trochę giętki. Katowaliśmy do zachodu słońca. Po raz pierwszy od trzech dni zszedłem z wody skatowany po bandzie - przepyszny dzień.

Czwarty ochydny dzień. Dzień zaczął się dobrze - słońce, wiatr i przelotne opady. Wiatr wiał z północnego-zachodu więc na południu wyspy waliło od brzegu i warunki na windsurfing były słabe. Natomiast na północy fale do surfingu były zbyt wzburzone przez wiatr. Turystyczny odłam naszej ekipy zdecydował o wyprawie na wulkany.- Montana del Fuego. Wszystko było dobrze do momentu jak nasz Red Racing Lanos przestał hamować, pedał wchodził do podłogi. Szczęśliwie po jakimś czasie samoczynnie się naprawił. Jak już dotarliśmy na górę wulkanu to okazało się, że jest jeszcze 40 min wycieczka autobusem pośród księżycowego krajobrazu - nienawidzę zwiedzać! Na koniec zaliczyliśmy El Golfo czyli piękną turkusową sadzawkę, która tylko ładnie wygląda na pocztówkach bo na żywo okazała się zieloną sadzawką. I tak to spędziłem urodziny w samochodzie, na szczęście wieczór okazał się bardziej emocjonujący. Do 6:00!

Piąty dzień. Wiatr wiał równie mocno jak dnia poprzedniego z tym że lekko skręcił z północnego-wschód na północ tym samym pojawiły się dobre warunki do windsurfingu tuż przy naszym hotelu. Wypożyczyliśmy cztery zestawy z Windsurf Paradise Lanzarote i ruszyliśmy na wodę. Wiatr był side-off shore i wyjście z zatoczki przy bazie było lekkim wyzwaniem, ale jak się pokonało ten odcinek to pojawiały się fale i równy wiatr. Pierwsze skojarzenie jak miałem to, że w Dahab'ie były identyczne warunku. W sumie zafalowany akwen ale ciężko o dobrą falę do skoku. Na szczęście była rafa, na której pojawiała się naprawdę dobra fala do jazdy. Raz udało mi się załapać wypasiony przejazd zaliczając trzy piękne zawinięcia na fali. Z dziewczyn na wodzie wystąpiła tylko Hania. Walczyła dzielnie ale w końcu podebrała ją motorówka, bo opadła z sił i nie miała mocy na wyhalsowanie się do bazy. Karol katował na wodzie do zamknięcia wypożyczalni, aż pan musiał do niego popłynąć z informacją, że czas kończyć :) Kuba na koniec dnia przy samym brzegu złamał maszt. Przy samej plaży fala wyrwała mu sprzęt, wymiąchała i wypluła w dwóch kawałkach.

Szósty surfowy dzień. Po dwóch dniach zwiedzania i windsurfingu czas wrócić do surfingu. Od kilku dni wiatr trochę psuł fale i dużym problemem było znalezienie dobrego spotu. Nurkowe leszcze poszły potaplać się pod wodę, a reszta ruszyła w kierunku wschodniego wybrzeża (Arrieta) - na plażę (Playa de La Garita). Obok której pływaliśmy pierwszego dnia. Tam w zatoczce osłoniętej od wiatru wchodziły 2-3 metrowe fale, które nie były najłatwiejsze ale pozwalały załapać dobrą jazdę.

Po południu, kiedy przyszedł odpływ, fala stała się jeszcze bardziej agresywna. Jeżeli ktoś znalazł się w złym miejscu/czasie kończyło się to piaskową kąpielą z szorowaniem po dnie i innymi atrakcjami - były to chyba najlepsze mielone jakie przeżyłem :) Wraz z zachodem słońca ruszyliśmy do hotelu.

Siódmy dzień wyprawy. Wiatr przestał wiać, tym samym mieliśmy szanse na czyste fale. W związku z tym, że prognoza mówiła o kierunku fali NNE, wybraliśmy się na samą górę wyspy. Koło miasta Orzola odkryliśmy malowniczy spot Playa de La Canteria, do którego prowadzi szutrowa droga. Po lewej stronie plaży znajduje się klif o wysokości 500m co dodatkowo uatrakcyjnia okolice. Jak się okazało po jakimś czasie trafiliśmy w dziesiątkę wybierając ten spot bo po południu zjechało się trochę lokalesów (zero turystów sami lokalesi i my :) Falki chodziły naprawdę ładne, załapałem kolejny przejazd życia robiąc piękny bottom turn, następnie w górę fali, cut back i znowu na dół - niesamowite uczucie, krzyczałem z radości. Karol też miał kilka dobrych przejazdów. Piłka pośmigał chwilę na bodyboard'ie i pojechał oglądać z Hanią i Agnieszką kaktusy w Jardin de Cactus.

Był to ostatni dzień roku tak więc wymagało go zacnie pożegnać. Całkiem przypadkowo koło 0:20 wylądowaliśmy na promenadzie nad wodą i załapaliśmy się na mega pokaz sztucznych ogni - kolejny udany sylwester w klapkach i przy odpowiedniej temperaturze.

Ósmy ostatni dzień. Poranek nowego roku nie różnił się niczym szczególnym od pozostałych za wyjątkiem kelnerów na śniadaniu, którzy byli wczorajsi :)

W związku z tym, że samolot mieliśmy o 17:00 (w rzeczywistości wystartował o 18:00) ruszyliśmy jeszcze na fale. Najpierw pojechaliśmy do Arietty, ale tam nie było fal więc pociągnęliśmy dalej na północ. W to samo miejsce co dnia poprzedniego. Fale nie były tak wyśmienite jak wczoraj i nakładały się na siebie, ale najważniesze że były do tego świeciło konkretne słońce. Trzeba było dobrze wyczaić miejsce, w którym można było zabrać się z falą, bo zwykle wygasały zbliżając się do miejsca, w którym akurat się znajdowaliśmy. Spędziliśmy 1,5h na wodzie po czym wykonaliśmy pakowanie i ruszyliśmy do hotelu aby zabrać bagaże i pogonić na samolot.

Tym pięknym akcentem zakończyliśmy kolejną fantastyczną podróż.

Krótkie podsumowanie. Jeżeli ktoś nastawia się na surfing i ewentualnie odrobinę windsurfingu to wyspa jest wymarzonym miejscem. Mnogość spotów pozwala surfować każdego dnia w innym miejscu. Szukając miejsca do spanie celujcie w północny brzeg wyspy okolice Famar'y i La Sant'y. Niezależnie od warunków pogodowych można znaleźć jakiś spot z falami. Ogólnie jest to raj surfingowy. Natomiast jeżeli ktoś jedzie zwiedzać i podziwiać widoki to chyba są ładniejsze miejsca na ziemi.

PS. Filmu nie będzie tym razem bo jakoś nie było zajawki na filmowanie.
PS.2. Brakował na wyjeździe Myszki-haszyszki.

Bogo.

A oto komentarze pozostałych członków ekspedycji.

Karol : Bardzo dobry wyjazd. Zasłużył na miano wyjazd życia minus. Zabrakło tylko jednego elementu w postaci importowanej kuli z Marocco…Surfing good, windsurf też całkiem ok., a do tego ładne i głębokie nury. Serdeczne pozdrowienia dla wielkich krewetek ze świątecznej kolacji + strzała dla mulistego karpia, którego mielibyśmy w PL. Wielkie dzięki dla pozostałych uczestników wycieczki i do zobaczenia za rok (Cabo Verde….??)

Ana : ogólnie bardzo pozytywnie, pomijając fakt, ze przy 19 stopniach C prawie w Afryce można zmarznąć gorzej niż przy minus 5 w kraju. Ładne widoki, może dlatego ze inne niż zawsze. Praktycznie całkowita monotonia krajobrazu, kontrast czerni ziemi, bieli domków z zielonymi oknami i wody. Kto by pomyślał, ze nawet ślizganie na brzuszku może sprawić tyle radości.




Hania : surfing nie będzie moim ulubionym wodnym sportem, ale body-boarding z opcją bączka na fali - kto wie? Windsurfing dał mi klapsa, jednak to klaps atlantycki, więc nie byle jaki. Wyspa nabrała uroków w drugiej części wyjazdu, bo okazało się, że rosną rośliny zielone, głównie kaktusy. A teraz ważna informacja dla wszystkich dziewczyn rocznik '84 - Karol nie chrapie!!!

Kuba : trochę krótko, chętnie jeszcze raz. Idea spędzenia sylwestra w 20 stopniach i na desce pozytywna. Mój pierwszy sylwester w takich warunkach był lekko innym odczuciem. Wulkan zrobił wrażenie, warty zwiedzenia. Windsurfing - trochę średnio. Fale… zajebista faza! niezła zabawa. Dzięki…




Aga: Było cool w każdym znaczeniu tego słowa.









Sowa : Jak tylko samolot dotknął ziemi już wiedziałam ze będzie dobrze. Z minuty na minutę było coraz lepiej. W hotelu przywitano nas jak należy duża ilością krewetek i jeszcze większą szampana. Sama wyspa bardzo przyjemna natomiast nie był to 'breathtaking view' jak to napisano w jednym z przewodników. Surfingowo natomiast mocno, jak dla mnie to nawet momentami za mocno. Piękne jest to uczucie kiedy wiesz, że już nie jesteś w stanie nic zrobić i nakrywasz się nogami. Prale życia które w dotychczasowej historii z dumą mogę uplasować na drugiej pozycji tuż za Guincho. Big kiss dla Alexa za deskę.


2 stycznia '06








































































































Autor zdjęć - Sowa, Piłka, Bogo, Carlos







2 stycznia 2006 (14:49:52) - Bogo, napisał/a :
Niezle fajerwerki. http://video.stuff.co.nz/assets/stuff_16766_Spectacula_300k.asf
Ale czy lepsze niz te na Lanzarocie :)?


2 stycznia 2006 (16:40:53) - żuk, napisał/a :
No wlasnie - jak tam na Lanzarocie?


2 stycznia 2006 (16:43:50) - żuk, napisał/a :
kurde, jakas dziwna akcja - moj komp widzial bogowy komentarzyk pod inna akcja... wobec powyzszego prosze uznac moje pytanie za niebyle ;)


2 stycznia 2006 (17:08:30) - Natka (natka at patka dot pl), napisał/a :
No pikne zdjecia.......ale najgorsze jest Karolowe z tym czyms w paszczy............bleee.....Pozdrawiam,Nacia.W srode wracam do mojego Falun.....buziaczki dla wszystkich.


2 stycznia 2006 (17:14:40) - mrowa, napisał/a :
Trzeba było zadzwonic na
GC i poprosic o szybką akcje nielegalnej przesyłki


4 stycznia 2006 (17:29:25) - agatka (myszka at horeszkow dot st), napisał/a :
Piłeczka, a gdzie jest Twój komentarz??!!


4 stycznia 2006 (23:26:19) - Piłka, napisał/a :
Komentarz do posta z 4 stycznia 2006 (17:29:25) napisanego przez agatka :Niestety, ale możliwość napisania komentarza powstała dopiero w busie Berlin -Szczecin, a ja w samochodzie to szybciej bym zabrudził Bobkową klawiaturę ptakiem typu "Paw", niż stworzyłbym jakiś poemat :)



4 stycznia 2006 (23:43:32) - Piłka, napisał/a :
Ale wyjazd bardzo udany. Zamiast dwudniowego świątecznego zasiadania za stołem i przybierania na wadze (co w moim wypadku jest chyba najbardziej niewskazane :)) pływanie na fali i naprawdę znakomite nury. I o to chodzi !! Temperatura wody 20'C (19'C na dole - 37m) to rewelacja. W naszym kochanym bałtyku w lipcu czasami zimniej, więc spokojnie mogliśmy przesiadywać w wodzie po 4 -5 godzin i cieszyć się olbrzymim power'em Lanzarotskich fal..... I jeśli ktoś kiedyś tu jeszcze napisze, że na Helu są takie same fale (co kiedyś się już zdarzyło), to umrę ze śmiechu :b)) Więc tak dla wszystkich na ten nowy rok -> Aby wasze najbliższe święta Bożego N. były równie przyjemne, ciepłe, i "faliste".... A od nas Alienów jeszcze więcej wymagam. Do świąt jeszcze daleko więc wymyślmy coś naprawdę wielkiego na święta, coś super. Zacznijmy już odkładać, aby zobaczyć za rok fajerwerki 100 razy większe niż na Lanzarote..... O ile jest to możliwe.


5 stycznia 2006 (00:51:54) - seba, napisał/a :
Komentarz do posta z 4 stycznia 2006 (23:43:32) napisanego przez Piłka :
Może Brazylia?



5 stycznia 2006 (00:55:44) - seba, napisał/a :
albo jakaś wysepka w pd-wsch Azji. Rok temu na B.N. były tam kilka niezłych fal ;-)


5 stycznia 2006 (16:41:00) - Carlos (Carlos at alien-riders dot pl), napisał/a :
1 glos na Cabo Verde....


5 stycznia 2006 (17:35:12) - seba, napisał/a :
A może El Yaque?


6 stycznia 2006 (21:45:42) - Bogo, napisał/a :
Tam ryby kasaja :)) http://www.sieplywa.pl/siewie.php?id=507


6 stycznia 2006 (22:04:59) - seba, napisał/a :
Komentarz do posta z 6 stycznia 2006 (21:45:42) napisanego przez Bogo : zawsze to podnosi poziom adreenaliny




6 stycznia 2006 (23:52:38) - Carlos (Carlos at alien-riders dot pl), napisał/a :
ja tam wole Cabo Verde bo tam sie gada po portugalsku....


8 stycznia 2006 (13:25:05) - Anonim, napisał/a :
http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1356&wid=8145684&rfbawp= 1136723042.872&ticaid=1dd6


8 stycznia 2006 (19:43:29) - Carlos (Carlos at alien-riders dot pl), napisał/a :
"Zdaniem australijskich specjalistów kobieta mogła zostać zaatakowana, ponieważ towarzyszył jej pies" - dobrze ze nie towarzyszyl jej kon...;-)


9 stycznia 2006 (03:01:26) - Anonim, napisał/a :
Nie wiedziałem... (przyznac sie -kto oddaje jej swoje kieszonkowe) http://www.pwaworldtour.com/pwa.sys/sailors/sailor,675


11 stycznia 2006 (10:24:58) - Carlos (Carlos at alien-riders dot pl), napisał/a :
Komentarz do posta z 9 stycznia 2006 (03:01:26) napisanego przez Anonim :

nie moj ulubiony rocznik....


14 stycznia 2006 (22:59:23) - Anonim, napisał/a :
Ale na tej waszej stronie to jakaś wielka nuda. Nic się nie dzieje. Alieni jacyś tacy zmarniali. Zima robi swoje. Aktywność spadła do zera !! Trzeba by chyba jakąś akcję dla was wymyślić, aby język się wam rozsupłał. Nowa relacja z jakiejkolwiek imprezy też byłaby miło widziana. Czy to tródne związki rodzinne was tak usypiają, czy niemoc zimowa dopadła was na całego ?? Smutne.............. (a do Bobka -> nie baw się w detektywa i nie szukaj Anonima :))


15 stycznia 2006 (15:54:22) - Bogosowa, napisał/a :
Piłka znowu sie upiles i smiecisz na stronie :-)


15 stycznia 2006 (17:15:55) - Carlos (Carlos at alien-riders dot pl), napisał/a :
Pilka - w weekend jade w gory to sie moze pare fotek urodzi...


16 stycznia 2006 (16:12:13) - Krystyna Z Gazowni, napisał/a :
jak wam fotek brakuje to http://www.bialekozaczki.blog.pl/


16 stycznia 2006 (19:06:36) - Carlos (Carlos at alien-riders dot pl), napisał/a :
dobre ale juz bylo...


17 stycznia 2006 (18:18:14) - BERTI, napisał/a :
właściciel białego Transportera mieszka w okolicy Bandurskiego czy tylko robi zakupy w Berti ?
ciekawa stronka -adres był na aucie które czasami widuję w tej okolicy ;-)


23 stycznia 2006 (22:09:09) - suffka, napisał/a :
http://miasta.gazeta.pl/szczecin/1,34939,3126307.html


24 stycznia 2006 (10:35:56) - Anonim, napisał/a :
Komentarz do posta z 23 stycznia 2006 (22:09:09) napisanego przez suffka :

bo zupa była za słona




26 stycznia 2006 (14:56:26) - Martynka, napisał/a :
Są chętni na wyjazd na snowboard/nartki w marcu?


26 stycznia 2006 (17:09:11) - Carlos (Carlos at alien-riders dot pl), napisał/a :
nartki sa niebezpieczne bo sie czubki krzyzuja ;-)


26 stycznia 2006 (18:16:44) - Martynka, napisał/a :
:))) jesli chodzi o 1 deskę zamiast 2 to chętnie sie nauczę :)


27 stycznia 2006 (01:54:39) - seba, napisał/a :
a w jakim terminie?



28 stycznia 2006 (19:39:54) - Martynka, napisał/a :
Najlepiej ostatni tydzień marca lub pierwszy tydz. kwietnia. Włochy lub Austria. Jest też opcja-Francja!


29 stycznia 2006 (00:30:27) - seba, napisał/a :
jestesmy za



29 stycznia 2006 (20:08:39) - Martynka, napisał/a :
No to jedziemy :) ceny są moim zdaniem rewelacyjne bo te terminy to Free Ski więc w cenie są już ski passy!


29 stycznia 2006 (22:36:39) - Anonim, napisał/a :
Komentarz do posta z 29 stycznia 2006 (20:08:39) napisanego przez Martynka :
jakiś link ?




29 stycznia 2006 (23:19:15) - Martynka, napisał/a :
http://www.promotor.pl/oferta_zima.php?oferta=26&typ=11 -tu jest jeszcze 1 termin: 24.03-02.04
http://www.promotor.pl/oferta_zima.php?oferta=84&typ=11 - nie ma tylko wyżywienia
http://www.promotor.pl/oferta_zima.php?oferta=78&typ=11 - też bez wyżywienia
Ten jest niezły: http://www.promotor.pl/oferta_zima.php?oferta=28&typ=12



29 stycznia 2006 (23:20:47) - Martynka, napisał/a :
No i oczywiście jak się uzbieramy w grupkę min. kilku osób to cena spada :)


30 stycznia 2006 (09:40:24) - Carlos (Carlos at alien-riders dot pl), napisał/a :
CENA NIE OBEJMUJE:
* opłat za karnety narciarskie (ok. 180 EUR)


30 stycznia 2006 (17:41:31) - Martynka, napisał/a :
Tylko w tym ostatnim... i tak Włochy są the best


30 stycznia 2006 (17:44:56) - Carlos (Carlos at alien-riders dot pl), napisał/a :
Dla narciarzy na pewno. Dla nas tam jest najmniejsza szansa na puch i jazde poza trasami. Francja i Austria rulez.


30 stycznia 2006 (17:47:42) - Martynka, napisał/a :
Co Ty mowisz... w Passo Tonale sa specjalne trasy tylko dla snowvoardzistów...


30 stycznia 2006 (17:48:58) - Martynka, napisał/a :
Ale tak na serio to chetnie bym pojechala na ten Ski wyjazd do Francji


30 stycznia 2006 (18:08:08) - SEBI, napisał/a :
My też bylibyśmy za Francją-Trzy Doliny


30 stycznia 2006 (18:37:54) - Carlos (Carlos at alien-riders dot pl), napisał/a :
Martynko nie chodzi o trasy tylko o puch poza nimi....


30 stycznia 2006 (18:43:24) - Yo!, napisał/a :
Komentarz do posta z 30 stycznia 2006 (18:37:54) napisanego przez Carlos :

najlepsze są rurki w mieście
jibbing rulez !




30 stycznia 2006 (19:06:05) - Carlos (Carlos at alien-riders dot pl), napisał/a :
ale w jakim miescie? Bo w Szczecinie najlepsza rurka jest w "HokusPokus", a w Wawie mysle ze najbardziej znana w "Lochu"...


30 stycznia 2006 (22:34:53) - Martynka, napisał/a :
od czwartku będę w Szczecinie to pogadamy o szczegółach, tak czy inaczej temat jest otwarty, wyjazdy w dobrym terminie i nawet niedrogie, Francja na nas czeka :) !



30 stycznia 2006 (22:47:40) - Martynka, napisał/a :
Komentarz do posta z 30 stycznia 2006 (18:37:54) napisanego przez Carlos : Ja tez bym chciała żeby trasa była zawsze idealna, zratrakowana. I zero lodu. I żeby się nartki nie tępiły... ale takie rzeczy to tylko w erze ;)




31 stycznia 2006 (08:07:57) - Carlos (Carlos at alien-riders dot pl), napisał/a :
Komentarz do posta z 30 stycznia 2006 (22:47:40) napisanego przez Martynka :
...i zeby sie czubki nie krzyzowaly ;-)


31 stycznia 2006 (11:33:59) - Yo!, napisał/a :
Komentarz do posta z 30 stycznia 2006 (19:06:05) napisanego przez Carlos :

nie wiem czy w Hokus Pokus jest najlepsza bo w Szczecinie znam tylko Havane







_wsteczKrok_start_doG�ry_kontakt


www.campersystem.pl << Kolumny do dystrybucji prądu i wody dla kamperów. Infrastruktura dla kamper parków >> www.campersystem.pl